|
Treść komunikatu Komisji Mieszanej do dialogu teologicznego pomiędzy Kościołem Rzymskokatolickim i Kościołem Starokatolickim Mariawitów (patrz "Mariawita" nr 4-6 z 2003 rok, str. 11) sprowokowała mnie do skreślenia kilku uwag. Sądzę, że mogą być one pomocne tak w/w Komisji, jak i ewentualnym badaczom losów starań mariawickich o watykańską legalizację w początkach XX wieku. Uwagi moje konstruuję na podstawie określonych źródeł, które ostatnio poznałem. Źródeł tych w obecnym stadium prac nie będę powoływał. Uważam, że i na to przyjdzie czas. Zasadą powszechnie znaną jest, że Kościół rzymskokatolicki (w szerokim znaczeniu jako Watykan i organy prowincji kościelnych), ujawnia treść posiadanych dokumentów kiedy chce i w zakresie w jakim chce. Wobec powyższego z dużym sceptycyzmem odnoszę się do informacji podanych przez powołaną wyżej Komisję Mieszaną o przekazaniu stronie mariawickiej kopii pewnych dokumentów dotyczących przebiegu postępowania kościelnego w sprawach mariawickich. Dla mnie będą to dokumenty wybrane pod określonym przez stronę rzymskokatolicką kątem. Równocześnie przyjmuję tezę, że nieprędko pełne dokumenty kościelne w tej sprawie staną się dostępne historykom, nawet rzymskokatolickim. Ze swej strony jednak, powołując się na wspomniane moje ustalenia, pragnę wskazać członkom tej komisji kierunki, w których winny pójść poszukiwania dokumentacji istotnej dla stosunków rzymskokatolicko-mariawickich. Analizując wypowiedzi strony mariawickiej o przyczynach i sprawcach odrzucenia przez Watykan mariawityzmu doszedłem do wniosku, że oficjalne grono sprawców i zakres przyczyn są mocno zawężone. Pierwsi kapłani - mariawici podejmując starania w swoich diecezjach o legalizację zgromadzeń mariawickich (męskiego i żeńskiego), a także przedkładając swe prośby w Watykanie, stykali się z określoną i zarazem niewielką grupą dostojników kościelnych w kraju i w Rzymie. W tradycji i historii mariawickiej przyjęło się, że głównym sprawcą odrzucenia idei mariawickiej przez papiestwo był ówczesny biskup płocki J. Szembek, najbardziej czynny w akcji antymariawickiej. Mariawici uważają, że opinie bpa Szembeka, a potem diecezji płockiej, przekazywane do Watykanu, były podstawą negatywnego stanowiska papieskiego. Mariawici pomniejszają równocześnie rolę ówczesnego rządcy archidiecezji warszawskiej abpa W. Chościak-Popiela z uwagi na jego stan zdrowia. Sufragan warszawski bp Ruszkiewicz, w związku z chorobą abp. Popiela praktycznie zarządzający diecezją, był w pewnym okresie dość obiektywnie nastawiony do ruchu mariawickiego i z tego powodu nie był przez pewien czas objęty domniemaniem szkodzenia ruchowi mariawickiemu w Rzymie. Inni polscy biskupi, rządcy diecezji z zaboru rosyjskiego, nie byli oceniani jako zdeklarowani przeciwnicy mariawityzmu. Należy jednak odnotować, że w i mieniu abpa Chościak-Popiela w sprawach mariawickich jeździł do Watykanu ówczesny profesor seminarium duchownego w Warszawie, ks. Stanisław Gall, późniejszy biskup. Treści opinii o ruchu mariawickim prezentowanych w Watykanie przez ks. Galla, jako przedstawiciela abpa warszawskiego i jego własnych, nie znamy. Kopie tych opinii mogły ulec zniszczeniu w czasie powstania warszawskiego. Oryginały muszą znajdować się w Watykanie. W Rzymie kapłani - mariawici stykali się głównie z kard. V. Vanutellim i kapucynem Piusem de Langanio, konsultorem Kongregacji Inkwizycji. Warto zatrzymać się nad bliższą charakterystyką tych osób. Kard. V. Vanutelli był osobą zorientowaną w sprawach Kościoła rzymskiego w zaborze rosyjskim. Tym samym musiał znać realia w jakich ten Kościół działał. Zresztą kard. V. Vanutelli i jego brat kard. S. Vanutelli zajmowali wysokie stanowiska w kurii watykańskiej za czasów papieża Leona XIII.W momencie dotarcia kapłanów-mariawitów do Rzymu, papieżem był już Pius X. Tu należy dodać, że w czasie konklawe po śmierci Leona XIII właśnie kard. S. Vanutelli był jednym z kandydatów do objęcia urzędu papieża. Siłą faktu pod rządami Piusa X rola obu kard. Vanutellich zmniejszyła się. Wydaje mi się jednak, że zbadanie dokumentów pozostawionych przez kard. V. Vanutellego (a takie na pewno są w Watykanie) rzuciłoby wiele światła na sprawy mariawickie i sposób ich załatwienia przez Watykan. Kapucyn Pius de Langanio należał oficjalnie do grona mniej wpływowych osobistości w Watykanie, ale doradztwo w Kongregacji Inkwizycji dawało określone i duże zarazem możliwości wpływu na podejmowanie decyzji przez tę Kongregację. Postać ta jest warta zapamiętania, ponieważ o. Honorat Koźmiński, mocno związany w swoim czasie z ruchem mariawickim, też był kapucynem. Zakon kapucynów w zaborze rosyjskim nie był dobrze widziany przez duchowieństwo świeckie. Gorliwość w posłudze duchowej świadczona wiernym przez ten zakon powodowała, że okoliczni proboszczowie z lęku o swe stanowiska i dochody donosili na kapucynów do biskupów. Generał zakonu kapucynów o. Bernard urzędujący w Rzymie posiadał wiele informacji w tej sprawie. Na ręce generała zakonu o. Honorat Koźmiński złożył swe opinie o Mateczce i ruchu mariawickim. Także za pośrednictwem generała zakonu kapucynów o. Honorat starał się o papieską legalizację zgromadzeń honorackich. Stąd o. Pius de Langino mógł posiadać dodatkowe informacje o mariawitach, które były nieznane dla dykasterii watykańskich. Dlatego uważam, że źródeł do początków ruchu mariawickiego i przyczyn jego potępienia przez papieża należy poszukiwać także w rzymskiej siedzibie generała zakonu kapucynów. W czasie, gdy ważyły się losy ruchu mariawickiego, w Rzymie przebywał b. rektor Petersburskiej Akademii Duchownej bp Symon. Członkowie zgromadzenia kapłanów mariawitów w dużej części byli wychowankami tej Akademii, a ks. Janowi Kowalskiemu, późniejszemu mariawickiemu abpowi M. Michałowi, bp Symon udzielał święceń kapłańskich. Istnieją dowody, że kapłani mariawici kontaktowali się z bpem Symonem i w pewnym okresie mieli jego przychylność. Należy też podkreślić, że bp Symon z Rzymu niezależnie od czynników oficjalnych, pisał do o. Honorata w sprawie ruchu mariawickiego, a więc zasięgał jego opinii poza przekazami dokonanymi za pośrednictwem generała zakonu kapucynów. Odpowiedź o. Honorata na list bpa Symona nie jest znana i ta odpowiedź, jak i inne dokumenty ważne dla zrozumienia negatywnej decyzji papieskiej co do ruchu mariawickiego, mogą znajdować się w dokumentach pozostałych po bpie Symonie. Zapewne też są przechowywane w Watykanie w stosownym zbiorze. Muszę zwrócić jeszcze uwagę na postać ks. prałata Skirmuta rezydenta w Rzymie, blisko związanego z kard. Mery del Val, watykańskim sekretarzem stanu za pontyfikatu Piusa X. Kardynał ten wywierał ogromny wpływ na Piusa X, dziś nawet przez historyków kościelnych oceniany negatywnie. Kard. Mery del Val znał dokumentację dotycząca ruchu mariawickiego i sygnował niektóre dokumenty przeciw temu ruchowi. Nie można wykluczyć, że ks. Skirmut służył radą kard. del Val i mógł przyczynić się do wytworzenia antymariawickiej atmosfery w Rzymie. Nie ustaliłem gdzie mogą znajdować się dokumenty pozostawione przez tego prałata. Na zakończenie pragnę jednak zostawić bardzo istotną wiadomość. Oto w czasie postępowania w Watykanie dotyczącego mariawitów na dworze papieskim niezmiernie ważną rolę odgrywał ks. Adam Sapieha, polski arystokrata, późniejszy kardynał i rządca archidiecezji krakowskiej. Roli kard. Sapiehy nikt do tej pory w sprawach mariawickich nie oceniał i raczej nie znał. Otóż (w okresie od 1895 r. do 1911 r.) ks. Adam Sapieha objął nieformalne stanowisko "rzecznika sprawy polskiej" przy Watykanie. Rozbita przez rozbiory Polska nie miała swego przedstawiciela przy dworze papieskim, a pełnomocnicy rządów zaborczych nie mogli być uznani za reprezentantów interesów Kościoła na terach Polski. Ks. A. Sapieha nie tylko prowadził przekazane mu sprawy polskie w Watykanie, ale sam przejmował inicjatywę w sprawach dotyczących Kościoła rzymskiego w trzech zaborach. Dokumenty wskazują, że ks. Sapieha miał niczym nieograniczony dostęp do papieża Leona XIII. Następny papież Pius X nie tylko zatrzymał ks. Sapiehę na tym nieformalnym stanowisku, ale z dniem 19.II.1906 r. powołał go na stanowisko "cameriere segreto parecipante", co oznaczało wejście do najbliższego otoczenia papieskiego. Czyniło to Sapiehę osobą niezmiernie wpływową w Watykanie. Szczególnie, że ks. Sapieha był zaprzyjaźniony z kard. Mery del Val. Wobec powyższego trudno nie uznać, że w sprawach związanych z ruchem mariawickim ks .Sapieha zabierał głos i doradzał tak stosownym dykasteriom watykańskim, jak i samemu papieżowi. Śladów działalności ks. Sapiehy należy szukać nie tylko w Watykanie, ale i w krakowskiej kurii metropolitarnej (teki sapieżyńskie). Zbadanie dokumentów związanych z wymienionymi osobistościami kościelnymi, może rzucić nowe światło na rzeczywiste przyczyny potępienia Mateczki, ks. Kowalskiego i ruchu mariawickiego przez papiestwo. Jeżeli Kościołowi rzymskokatolickiemu rzeczywiście będzie zależało na wyjaśnieniu tej sprawy, to ujawnienie i analiza dokumentów związanych z działalnością watykańską wyżej wymienionych osób wydaje się koniecznością. Pozostaje tylko wątpliwość, czy Kościołowi rzeczywiście zależy na ujawnieniu prawdy, a ta jest jedna i praktycznie nieznana. A. Starczewski ("Mariawita" 1-3/2004) |