Pamiętaj o tych, co przed tobą byli...

Ireneusz Bujała - 1953 - 2008

Ireneusz Bujała -  skromny chłopak ze zgierskiej parafii, nasz wspaniały kolega i wierny przyjaciel.

   
Irek przyciągał do siebie ludzi ciepłem i zrozumieniem, a ludzie odwzajemniali mu się tym samym. Kto go poznał, od razu darzył sympatią. Na Irka można było liczyć w każdej sytuacji. Bez chwili wahania podawał pomocną dłoń. Nigdy nie zawiódł.
    Wśród młodzieży czuł się wspaniale. Uczestniczył aktywnie w spotkaniach, wyprawach i zjazdach, a bez mariawickich obozów nie wyobrażał sobie wakacji. Na jednym z nich się poznaliśmy. Było to przed wielu laty w Jazach. Od tego czasu na obozach spotykaliśmy się co roku - najpierw w Olsztynku, później w Lublinie, Filipowie i w Międzywodziu. Atmosfera, która tam panowała, wywarła na nas niesamowite wrażenie i pozostawiła wspomnienia na całe życie. Ze wzruszeniem wspominamy wspólne poranne i wieczorne modlitwy, cenne rady i wskazówki kapłana M. Grzegorza, spotkania przy ognisku, śpiewy przy akompaniamencie gitary Irka i kapłana M. Zbigniewa. Byliśmy razem, blisko natury i Boga, w pogodne i deszczowe dni. Mieliśmy wspólne pomysły i potrafiliśmy razem znaleźć pozytywne rozwiązanie każdej sytuacji. Szczególnie Irek wykazywał się inicjatywą. Nie zapomnimy szarego, ulewnego dnia, przemoczonego namiotu Irka i jego - siedzącego pośrodku z gitarą w ręku i śpiewającego: „Nawet za chmurne deszczowe dni, za wszystko Panie dziękuję Ci...”. Ten widok wywołał uśmiech na naszych twarzach i jednocześnie przekonał, że trzeba cieszyć się wszystkim, co daje nam Bóg. Na obozie w Międzywodziu w 2007 roku spotkaliśmy się z Irkiem po raz ostatni. Z perspektywy czasu, stwierdzamy, że były to wakacje szczególne, jakby pożegnalne. W czasie wieczornych spotkań wspominaliśmy najpiękniejsze obozowe chwile i wzruszające historie, opowiadaliśmy o wspólnych przygodach pozostałym uczestnikom obozu. Przeżywaliśmy to wszystko jeszcze raz — we wspomnieniach.

    Wakacji w 2008 roku nie było nam dane spędzić razem. One były początkiem nowej historii - bez Irka. Podczas nabożeństw ze wzruszeniem każdy z nas słuchał pieśni „Pójdę do nieba piechotą” oraz „A gdy kiedyś ktoś opuści nasze progi”. Dla nas, jego przyjaciół, te słowa, jak również każdy odgłos strun gitary kojarzą się z Irkiem.
    Modlitwa, gitara, śpiew i wędka to atrybuty Irka Bujały. Tak było i tak zostanie w naszej pamięci.

Ch.A.


Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci wśród Świętych twoich na wieki, bo litościwy jesteś (IV Ezdr. 2, 35 i 34).
 

(Mariawita 7-9/2009)

powrót