Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

     
  Wyróżniona spośród wszystkich stworzeń

    Wniebowzięcie NMP to święto szczególne, bo oto Ta, której powołaniem było dać światu Zbawiciela wszystkich, po raz kolejny zostaje wyróżniona spośród stworzeń ludzkich. Maryja staje w obliczu tej rzeczywistości, która dotyczy każdego z nas; tej rzeczywistości, która zabiera nas światu, a przywraca rzeczywistości ponadzmysłowej – Bogu samemu.
   
    Maryja jednak nie jest traktowana jak każda istota ludzka, nie dotyczy Jej zmaza grzechowa czy to przed porodzeniem jak i po narodzinach swego boskiego Syna. Bóg jest konsekwentny w swym działaniu, bo przecież wniebowzięcie jest konsekwencją zwiastowania. Jest zamknięciem pewnego etapu w historii zbawienia ludzkości i nie pozwala tym samym, by skażenie, które nie było udziałem Maryi, nie dosięgnęło Jej także i po zakończeniu ziemskiego życia. Maryja stanąwszy w obliczu śmierci nie umarła lecz zasnęła.
    Z katechizmu dowiadujemy się, że nie tylko Pan Bóg jest nieśmiertelny, ale także dusza każdego człowieka. Jak zatem rozumieć, że Maryja nie umarła? Pismo Święte, które dostarcza odpowiedzi na wiele pytań i tym razem przychodzi nam z pomocą. Znane są dwa przynajmniej przypadki ze Starego Testamentu, kiedy to Bóg nie pozwala człowiekowi umrzeć tu na ziemi i zabiera go jeszcze za życia do niebios. Pierwszym jest Henoch, a drugim prorok Eliasz.
    O życiu pierwszego mało wiemy. Zaledwie jedno zdanie pada na jego temat w Piśmie świętym. Wiemy, że był to mąż sprawiedliwy i pobożny – ale Bogu tak się to spodobało, że postanowił go zabrać do Siebie jeszcze za jego życia. Podobnie Eliasz, który miał do wypełnienia misję tu na ziemi – walczył przecież jak lew z tymi, którzy Boga nie znali albo znać nie chcieli. Jest zatem życie godziwe i pobożne skarbem w oczach Boga. To ważna wskazówka dla nas, którzy podążamy nieustannie ścieżką ku naszej osobistej świętości.
    Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jest wojna. Bogaty człowiek musi opuścić swoje mieszkanie. Zabiera ze sobą to co ma najcenniejszego i wyrusza w drogę. Jednak podróż okazuje się być uciążliwa, długa i jest zmuszony do zatrzymania się w domu ubogiej kobiety. Zostaje tam jakiś czas. W obawie że utraci swój skarb w czasie podróży postanawia zostawić go w miejscu pozornie niebezpiecznym. Nie w jakimś sejfie lecz w domu tej ubogiej kobiety. Przemawia więc do niej i prosi o pomoc: „czasy są niebezpieczne i boję się utracić w drodze, która mnie czeka bardzo cenną rzecz, moją własność i moich poddanych. Proszę Cię zatem, abyś przechowała ją dla mnie. Kiedy wojna się skończy wrócę tutaj odbiorę to co zostawiłem”.
    Zwróćmy uwagę na ważną rzecz w tej historii. Nie ma tu mowy o nagrodzie, która miałaby ewentualnie spotkać naszą bohaterkę.
    Co ty byś zrobił, drogi bracie i siostro, gdyby ciebie to spotkało? Zajrzałbyś do skrzyni, by zobaczyć skarb?
I co byś zrobił jak już byś zobaczył kosztowności jakich w życiu nie widziałeś? Przecież masz rodzinę na utrzymaniu. Nie warto by odmienić swojego życia dzięki takiemu skarbowi?
    Pokusy dotyczą nas wszystkich, ale przecież nie musimy im ulegać, a w konsekwencji gzreszyć. Można więc żyć szczęśliwie i zarazem pobożnie. Przestrzeganie przykazań Bożych daje mi drogę do szczęścia. Nie po to dał Bóg siódme przykazanie, by mi powodziło się gorzej. Przestrzeganie przykazań jest ku chwale Boga i pożytkowi człowieka, by w świecie panowały ład i harmonia. A nieład w świecie nie wynika z tego, że Bóg pozwala na zło, że nic nie robi, lecz często z tego, że zachowujemy się niekiedy w sposób uwłaczający naszej godności jako dzieci Bożych.
    Wracając do bohaterów naszej historii. Po wielu latach skarb zostaje zwrócony właścicielowi nienaruszony. Jak myślicie? Co spotkało tę kobietę?
    Mówiąc, że Bóg jest konsekwentny w swym działaniu miałem także na myśli to, że nie pozwoliłby On, aby ominęła nagroda kogoś, kto wywiązał się z powierzonej mu misji w sposób tak doskonały jak to uczyniła Maryja. Ta, której powołaniem tu na ziemi było czynić Wolę Bożą i ją wypełniać. Nagrodą w tym wypadku było to, że nie ujrzała śmierci. Ale na tym nie dosyć. Za życie doskonale pobożne i doskonale godziwe została wzięta z ciałem i duszą do nieba. I tam odbiera chwałę od aniołów i świętych. Pamiętajmy, że nam, mariawitom, Maryja Matka Nieustającej Pomocy jest postawiona za wzór do naśladowania. Nie zapominajmy o tym. Jesteśmy też powołani do upraszania Miłosierdzia dla całego świata u Jezusa Chrystusa. Kierowani słowami naszej świętej Marii Franciszki, byśmy „kochali Przenajświętszy Sakrament”. Nie zaniedbujmy więc Adoracji Przenajświętszego Sakramentu. Przecież jest odprawiana raz w miesiącu w każdej naszej parafii. To nie jest duży wysiłek poświęcić Jezusowi zaledwie godzinę. Dla nas Bóg przygotował całą wieczność.
    Kościół nasz 15 sierpnia obchodzi jeszcze jedno święto. Jest to rocznica Poświęcenia Świątyni. Bóg postanowił i tak już jest w świecie, że obiera sobie miejsca wyjątkowe, w których pragnie odbierać szczególną cześć. Udziela w nich szczególnych łask.
    Takim miejscem była Świątynia Jerozolimska, ale i inne znane w świecie chrześcijańskim. Wiemy z danego nam objawienia, że sam Bóg poświęcił swoim Słowem naszą Świątynię w Płocku, a ludziom przybywającym i modlącym się w niej udziela łask i otacza ich opieką. W dniu 15 sierpnia, jak co roku od niespełna 100 lat, podążają pielgrzymki do tego najświętszego miejsca. Miejsca, które Bóg nazwał Świątynią Miłosierdzia i Miłości.
    Wszystkim udającym się tego świątecznego dnia do Świątyni, ale także tym, którzy pojechać nie mogą, życzę, aby Bóg wszechmogący udzielił im potrzebnych łask na drodze do zbawienia.

kapł. M. Franciszek
 

(Mariawita 7-9/2009)

powrót