|
Ofiara Mateczki 23 sierpnia - Krwi przenajdroższej Zbawiciela i Śmierci św. Marii Franciszki Dzień
23 sierpnia jest szczególnym dla naszego Kościoła. Dokładnie od
87 lat wszyscy mariawici przystępują do Komunii Świętej udzielanej pod
Obiema Postaciami – Ciała Pańskiego i Krwi Przenajdroższej.
Święto poświecone Krwi Chrystusa Pana ma przypominać nam tę łaskę,
którą Bóg obdarzył mariawitów. Tego dnia
wspominamy także rocznicę śmierci naszej Założycielki św. Marii
Franciszki Kozłowskiej. Poniżej zamieszczamy fragmenty z „Dzieła
Wielkiego Miłosierdzia”, które zawierają opis ostatnich
chwil życia Mateczki. Spisał je brat arcybiskup M. Michał Kowalski.
Około godziny 3-ej w nocy słysząc jak się Mateczka męczy i usiłuje sama nalać wody, wszedłem do pokoiku Mateczki i uklęknąłem przy łóżku i podtrzymałem Jej szklaneczkę wody, którą trzęsącemi się rączkami usiłowała podnieść sobie do ust, aby je sobie wypłukać. (...) A gdy Mateczka zaczęła coraz rzadziej oddychać, wtedy rzekłem do O. Jakóba: „Już kona Mateczka”. (...) Mateczka trzy razy coraz powolniej tchnąwszy, oddała Bogu ducha. Po ostatniem tchnieniu otwarły się szeroko usteczka i jakby duszącej się, i wkrótce wypłynęła z ust żółć, zmieszana ze krwią, którą Mateczka najwidoczniej zalaną została, jak to sama sobie przepowiedziała. (...) Gdy spojrzałem na zegarek, było 3 minuty po wpół do piątej rano. W tej chwili zaświtało i zrobił się dzień. Chcieliśmy położyć umarłą Mateczkę na łóżku (Mateczka bowiem już od paru miesięcy nie mogąc się położyć, siedząc zasnęła w Panu), ale pomimo wysiłku nie mogliśmy zaraz tego uczynić z powodu ogromnego ciężaru brzucha, przepełnionego wodą, żółcią i krwią oraz nóg napełnionych wodną puchliną. Dopiero Siostry, omywszy Mateczce twarz i nogi (gdyż Mateczka zabroniła Siostrom obmywać siebie całą po śmierci) zdołały położyć Jej ciało na wznak. Wygórowany brzuch, napełniony żółcią, dopiero teraz okazał się w całej swej potwornej wielkości. (...) Po Mszy św. poleciłem O. Bartłomiejowi, aby obfotografował Mateczkę w sofce Jej, a O. Filipowi, żeby posłał po wojskowego doktora p. Beczkowicza, przyjaciela naszego, aby wypuścił z brzucha Mateczki ten płyn, gdyż inaczej niepodobną było rzeczą umieścić ciało choćby w największej trumnie. Gdy wszedłem do pokoiku, gdzie leżało ciało Mateczki, był już z O. Filipem doktór Beczkowicz, który przekłówszy bok Mateczki za pomocą sondy toczył z niego płyn – wodę, żółć i krew. „Jest to, powiedział do mnie, bardzo ciężka gatunkowo substancya, mieszanina żółci, krwi i wody. Gromadziła się ona wewnątrz jamy brzusznej wskutek słabego działania serca”. „A słabe działanie serca, rzekłem, bywa wskutek cierpień i przejść wewnętrznych duszy?” – „Tak jest, odpowiedział, choć bywa i z innych przyczyn. Chora musiała bardzo cierpieć. W tego rodzaju chorobach chorzy bardzo cierpią i nie mogą wytrzymać, żeby im od czasu do czasu nie wypuszczono tej cieczy; ale ciecz ta raz wypuszczona, znowu się gromadzi”. „Mateczka, odpowiedziałem, nie pozwoliła sobie tego uczynić i żadnej ulgi w cierpieniach nie szukała”. „Ciecz ta płynie teraz na zasadzie ciśnienia rozciągliwej skóry i błony brzusznej jak woda z syfonu pod ciśnieniem gazu”. Pod ciśnieniem tem wypłynęło prawie dwa duże kubły tego płynu z boku Mateczki, poczem przestała płynąć woda i krew zmieszane z żółcią. „Możnaby, rzekł doktór, wszystko wytoczyć, ale trzebaby rozciąć jamę brzuszną”. Na to nie pozwoliłem. Zapytałem go tylko: „Wiele jeszcze pozostało, czy z drugie tyle?” Odpowiedział: „prawie drugie tyle”. Zważyliśmy on wytoczony płyn i ważył około 60 funtów, czyli półtora puda. „W nogach, rzekł doktór, jest woda, ale w tkankach ciała, dlatego nie da się usunąć”. A ponieważ nogi były bardzo opuchłe, więc było w nich także ze dwa kubły wody”. (...) Płyn ten wytoczony z boku Mateczki zanieśliśmy z Ojcem Jakóbem do ogrodu i wleliśmy do dołka, który kazałem S. Aleksandrze wykopać pod oknem Mateczki; i na tem miejscu kazałem posadzić kwiatki, które Mateczka lubiła, a potem ocementować. Dzieło Wielkiego Miłosierdzia, s. 304-307
pisownia oryginalna |
|
(Mariawita 7-9/2009) |