Dekret watykańskiego tzw. "Świętego Oficjum" (tj. Kongregacji Inkwizycji) wydany 4 września 1904 r. nakazywał Biskupowi Płockiemu wykonanie represyjnych zarządzeń w stosunku do Feliksy M. Franciszki Kozłowskiej i założonego przez nią Zgromadzenia Sióstr Mariawitek. Urzędujący wówczas Bp Apolinary Wnukowski wezwał dnia 9 stycznia 1905 r. Marię Franciszkę i po odczytaniu wyjątków z dekretu Inkwizycji oznajmił jej, że zlecił tę sprawę ks. Antoniemu Nowowiejskiemu, Regensowi seminarium.
W jaki sposób odbyło się wykonanie wyroku względem Marii Franciszki i Zgromadzenia Sióstr Mariawitek opisała w sprawozdaniu s. Maria Izabella Barczewska, przełożona domu. Oto fragmenty tego sprawozdania zaczerpnięte z "Mariawity" 1907 r. str. 508 (nr 32).
 |
Maria Franciszka Kozłowska i jej matka Anna z grupą sióstr. Zdjęcie z 1903 r. |
"Dnia 11 stycznia 1905 r. Matka Założycielka wezwana była do ks. Nowowiejskiego czyli "Komisarza," dokąd towarzyszyłam Jej. Na żądanie ks. Nowowiejskiego Matka złożyła wyznanie wiary, a potem przeczytawszy podaną Jej deklaracyę, podpisała takową. Następnie wręczyła ks. Komisarzowi rachunki i depozyty, które złożyły u Niej Siostry. Wtedy ks. Komisarz zażądał od Matki spisu wszystkich Sióstr i szczegółów: jak dawno każda jest w zgromadzeniu, co wniosła i jaki urząd piastuje. Matka dała odpowiedź na wszystkie pytania, a co do posagów Sióstr, to odrzekła, iż oprócz wręczonych depozytów żadna nic nie wniosła; nadto oświadczyła, że dom i urządzenie Zakładu powstały z funduszów Jej Matki. Wreszcie ks. Nowowiejski zapowiedział na drugi dzień wizytę kanoniczną i z tym wyszłyśmy.
Następnego dnia przybył do Zakładu ks. Nowowiejski w towarzystwie ks. Piotra Bornińskiego. Rozmawiał ze mną dość długo, badał moje powołanie i rozpytywał się o szczegóły Zgromadzenia, wreszcie oświadczył nam o zmianie Przełożonych.
(...) Następnie ks. Nowowiejski kazał mi napisać do Przełożonych i Starszych Sióstr z innych Diecezji, aby stawiły się do przyjęcia nowych Ustaw. W końcu kazał mi poprosić Matkę i sam zaczął z Nią traktować o wydzierżawieniu dla nas Zakładu, albo przepisaniu domu na inne imię. Matka nie zgodziła się na to, odpowiadając, że używalność domu i tego wszystkiego, co jest w Zakładzie oraz wszystkie dochody oddaje Siostrom; lecz prawo własności pozostawia przy swojej Matce aż do jej śmierci.
(...) Potem ks. Nowowiejski i ks. Borniński zwiedzili cały nasz Zakład. Wizyta ich zrobiła na Siostry wrażenie rewizji, a nie "wizyty kanonicznej." Zgorszyło nas despotyczne i szorstkie zachowanie się ks. Nowowiejskiego, a szczególniej rewidowanie przez obu kapłanów naszych łóżek!? Po obejrzeniu Zakładu księża odeszli, zapowiadając ponowną wizytę na drugi dzień.
Przyszedłszy, jak to zapowiedzieli, rozmawiali najpierw z Matką naszą i kazali Jej odwołać przed Siostrami objawienia. Byłyśmy oburzone takim znęcaniem się kapłanów nad Matką naszą; przecież dekret Inkwizycji nie nakazywał tego!? Podziwiałyśmy pokorę Jej, że zgodziła się na to i odwołała objawienia, nazywając je "własnymi urojeniami." Lecz odwołanie to wywarło na nas skutek wprost przeciwny, niż chciał ks. Nowowiejski; bo nie tylko żadna z nas nie uwierzyła w to odwołanie, czemu głos serc naszych zaprzeczał, - ale zwiększyła się miłość nasza i cześć dla cnót Matki, którą Inkwizycja i miejscowi dygnitarze kościelni poniewierali niegodnie; wiara nasza w jej niewinność i łaski nadprzyrodzone w tych przejściach ugruntowały się jeszcze mocniej.
Potem księża wspomniani badali prawie wszystkie Siostry po ślubach i niektóre Nowicjuszki. Traktowali je nie po kapłańsku - szyderstwami i lekceważeniem, zwracając się do każdej przez "ty."
(...) Dnia 31 stycznia ks. Nowowiejski przyszedł sam do nas i tym razem z góry zapowiedział, że "ma nastąpić konkluzja w sprawie naszej." Następnie kazał zebrać się w Oratorym tym Siostrom, które mają głos i urząd w Zgromadzeniu. Skoro zebrały się, rozkazał wszystkim wyjść z miejsc właściwych i usiąść przy sobie na ziemi. Musiałyśmy spełnić to dziwne żądanie. Wtedy ks. Nowowiejski przeczytał nam zupełnie "nowe Ustawy", które sam napisał, a biskup Wnukowski potwierdził. Nowe Ustawy nie zawierały nawet Trzeciej Reguły św. Franciszka i znosiły Adorację, nocne wstawanie na jutrznię, życie bogomyślne i to wszystko, cośmy dotąd praktykowały.
(...) Po przeczytaniu nowych Ustaw, ks. Nowowiejski zapytał "jak się nam podobają?" Nastało długie i niemiłe dla księdza milczenie, które czułam się w obowiązku przerwać, proponując, aby Siostry wyraziły swoje zdanie. Lecz ks. "Komisarz" odpowiedział ze złością: "Wcale nie potrzebne są wasze zdania, bo to jest postanowione od ludzi rozumnych i potwierdzone przez ks. Biskupa; wy macie tylko przyjąć je, jakie są, albo nie" - i na znak przyjęcia kazał nam zbliżyć się do siebie i ucałować swoje Ustawy. Lecz ani jedna z Sióstr nie zbliżyła się do ucałowania, bo taka propozycja ze strony ks. Nowowiejskiego wydała nam się arcykomiczną, a ze względu na błahą treść Ustaw uczułyśmy dla niej pogardę.
(...) Ks. Nowowiejski nie dał za wygraną. Chcąc koniecznie wymóc na nas przyjęcie nowych Ustaw, używał słów ostrych i rozkazujących; to znowu w łagodny sposób nam tłumaczył; przemawiał już to do naszej ambicji (!), już to obiecywał nam wielkie przywileje i łaski u ks. biskupa i po raz drugi podał Ustawy do ucałowania; - ale... i tym razem ani jedna Siostra nie poruszyła się z miejsca. W końcu wyczerpała się cierpliwość ks. "Komisarza;" powiedział nam, że jesteśmy w błędzie; pogroził nam, że napisze do Rzymu o nas, iż jesteśmy uparte i nieposłuszne i z tym wyszedł. Cała ta duchowna komedia trwała przeszło trzy godziny.
(...) Zaznaczamy jednakże, że ks. "Komisarz" po nieudanych usiłowaniach, sam przyznał publicznie, iż życie nasze jest "święte" iż "nie znalazł żadnych nadużyć w Zgromadzeniu, tylko karność i obserwancję zakonną"; mówił, że duch Sióstr jest bardzo dobry, tylko życie bogomyślne jest za surowe, więc powinno być zmienione na czynne, które potrzebniejsze jest dla Diecezji i większej jest zasługi.
(...) Dnia 14 Lutego ks. Nowowiejski znowu przyszedł do nas i w imieniu biskupa rozkazał nam przyjąć nowe Ustawy. Ponieważ Siostry nowych Ustaw i teraz nie przyjęły, ks. Komisarz podyktował mi i kazał odczytać wszystkim Siostrom następujące punkty:
l) Ustawy życia przejrzane zostały.
2) Biskup postanowił je zmienić i jako Zgromadzenie kanoniczne uznać w tej Diecezji
Skoro Ustawy te nie były przyjęte, żeby pod pokrywką życia zakonnego nie działy się rzeczy naganne, oświadcza wam biskup, że między wami nie może być żadnego życia zakonnego i że nadawać mu imię życia zakonnego jest tylko parodią; - pod grzechem więc ciężkim zabrania wam biskup nazywać się zakonnicami i kogokolwiek pod tym względem wprowadzać w błąd; uwalnia także was biskup od posłuszeństwa i ślubów wszelkich i oświadcza, że życie takie, jakie dotąd prowadzicie, nie ma żadnej zasługi przed Bogiem.
Te wszystkie punkty odczytałam Siostrom i wysłuchały ich.
W tej relacji streściłam w krótkości wszystko, co w czasie wykonania dekretu Inkwizycji zaszło w naszym Domu. Autentyczność relacji - prócz mego podpisu
i Sióstr Dyskretek - gotowe są stwierdzić wszystkie Siostry własnoręcznymi podpisami.
Przełożona Domu: | Maria Izabella |
|
Dyskretki: | Maria Koleta, Maria Serafina,
Maria Klara, Maria Gertruda |
15 Lutego 1905 roku.
Tak zakończyło się wykonywanie dekretu Inkwizycji, który wprowadził ruinę w Zgromadzeniu Sióstr Mariawitek..."
Oprac. P. Jaworska (Mariawita 4-6/2005)
- Część pierwsza
- Część druga
- Część trzecia
- Część czwarta
- Część piąta
- Część szósta
- Część siódma
- Część ósma
- Część dziewiąta
- Część dziesiąta
- Część jedenasta
- Część dwunasta